|
Lekarz rodzinny a potem chirurg podejrzewali u 14-latki ze Żmudzi zapalenie wyrostka robaczkowego. Obaj pilnie zalecili badanie USG. Daria pojechała do szpitala, ale - choć pracownia świeciła pustkami - termin badania wyznaczono „za dwa dni”. W efekcie wystraszony ojciec dziewczyny zdecydował się na badanie za 50 zł w prywatnym gabinecie. Diagnoza na szczęście nie potwierdziła się.
- Płacę składki, tak samo jak moja żona, bo wszyscy, łącznie z córką, jesteśmy w domu ubezpieczeni. Dlatego nawet przez myśl mi nie przyszło, że możemy mieć jakieś kłopoty z wykonaniem badań - mówi pan Waldemar ze Żmudzi, który bezskutecznie poszukiwał pomocy w pracowni USG chełmskiego szpitala. A wszystko zaczęło się przed tygodniem, w piątek rano. 14-letnia Daria poczuła się źle, więc szybko pojechała z ojcem do lekarza rodzinnego w Chełmie. Ze Żmudzi to kilkanaście kilometrów, więc 14-latka została przebadana dopiero ok. godz. 10. Lekarz rodzinny dziecko pana Waldemara przebadał i miał podejrzenie zapalenia wyrostka robaczkowego. Wypisał skierowanie do specjalisty. I po półgodzinie Daria z ojcem znaleźli się w przychodni przyszpitalnej przy ul. Ceramicznej w Chełmie.
- Byłem przygotowany na czekanie, ale mieliśmy szczęście, bo było pusto na korytarzu. Chirurg przyjął nas praktycznie od reki - opowiada pan Waldemar. - Niestety, potwierdził tylko podejrzenia rodzinnego. To faktycznie mógł być wyrostek.Daria dostał skierowanie na USG. Lekarz mówił, że z wynikami trzeba od razu do niego wrócić. Więc poszliśmy do pracowni. Przy pracowni USG nie było pacjentów, więc przebadanie 14-latki nie powinno być problemem. Ale... badania nie wykonano. - Najpierw kazano nam czekać na lekarkę. - mówi pan Waldemar. - A po półgodzinie dowiedziałem się, że USG będzie zrobione o godz. 10.10 w poniedziałek, a więc za dwa dni! Tłumaczyłem, że to pilna sprawa, że przecież nikogo nie ma. W odpowiedzi usłyszałem: „Kolejka jest” - mówi Waldemar. - Nie chciałem robić awantury, choć zdenerwowało nie to. A jakby w drodze do domu wyrostek pękł? Co by było wtedy? W efekcie Daria miała zrobione USG w prywatnym gabinecie. Jej ojca, obok nerwów, kosztowało to 50 zł. Podejrzenia lekarzy na szczęście się nie potwierdziły. Ból był wywołany czymś innym. - Trudno mi się odnieść do tego przypadku, bo sprawy nie znam. Być może rzeczywiście personel podszedł do sprawy zbyt szablonowo - mówi Mariusz Kowalczuk, pełniący obowiązki dyrektora chełmskiego szpitala. - Być może były zaplanowane inne badania. Obowiązują nas ograniczenia kontraktu - a tego nie możemy przekroczyć. (wz)
 Odsłon: 1113
1. Trzeba być pod wpływem alkoholu Napisał(a) Al, 30-01-2010 22:40 wtedy muszą szybko i bezwględnie pacjenta przebadać i stwierdzić, że nie ma zagrożenia życia. Taka paranoja niestety
| |