|
Niewiarygodne. Matka wyrzuciła trójkę swoich dzieci z domu w Chełmie. Dwoje z nich tuła się po stancjach. Najmłodsza Ewelina pomieszkuje u sąsiadów i koleżanek. I podobno nie ma sposobu, by zmusić kobietę, by przyjęła dziecko pod dach. Przemek, Diana i Ewelina są rodzeństwem. Nie mają dobrych wspomnień z dzieciństwa. Mają jedną matkę, ale różnych ojców. - Odkąd pamiętam zawsze musieliśmy sami o siebie dbać. Kiedy miałam 16 lat, zaczęłam jeździć w wakacje na maliny, żeby zarabiać na siebie. Przemek tak samo - wspomina Diana, która sama już jest matką dwuletniej Nicoli.
Nigdy nie było dobrze
Rodzeństwo stara się sobie radzić, jak może, jednak czasem już nie mają siły. Przemek mieszka na stancji w Lublinie. Diana ze swoją dwuletnią córką Nicolą wynajmuje pokój w Chełmie, a najmłodsza z rodzeństwa - Ewelina - pomieszkuje u sąsiadów i koleżanek. To właśnie o jej los rodzeństwo martwi się najbardziej, bo ich najmłodsza siostra, pozbawiona domu i rodzicielskiej opieki, zaczyna miewać konflikty z prawem.
- Tak naprawdę nigdy nie było dobrze, bo zawsze byliśmy zaniedbywani - mówi Przemek. Ale najgorzej zaczęło się dziać w lutym 2007 roku. Przemek poszedł na studia i zamieszkał w Lublinie, a Diana wraz z córką wyprowadziły się z domu. - Matce i jej obecnemu facetowi zaczęła chyba przeszkadzać moja córka - opowiada Diana.
Dziewczyna wynajęła wtedy stancję przy ul. Powstańców Warszawy. Mieszkała tam przez pół roku, ale później musiała wrócić do mieszkania matki. - Nie było mnie stać na wynajem. Utrzymywałam się wtedy ze świadczeń rodzinnych i pielęgnacyjnych. Ale po powrocie do domu, miesiąc w miesiąc, dokładałam się do rachunków - twierdzi Diana. - Przemek, mimo że nie mieszkał w domu, też pomagał, jak mógł. Ale matka domagała się, żebyśmy dawali jej więcej. Straszyła, że odetną nam światło i gaz - wspomina rodzeństwo. W październiku 2009 roku Diana znów musiała się wyprowadzić. - Matka sama napisała podanie do zakładu energetycznego, aby odciąć u nas w domu prąd. Dowiedziałam się o tym, kiedy przyszli energetycy. Nie wiedziałam, co robić. Zadzwoniłam do opieki społecznej - opowiada dziewczyna. W tym samym czasie mama Diany składała w komendzie doniesienie, że jest źle traktowana przez swoją córkę. Mieszkanie odwiedził dzielnicowy i pracownica MOPR-u.
Razem w biedzie
- Jeszcze tego samego wieczora przeniosłam się z córką do Ośrodka Interwencji Kryzysowej. Zostałam tam do końca listopada, a od grudnia znów wynajmuję stancję - opowiada dziewczyna.
Rodzeństwu żyje się bardzo ciężko. Przed Przemkiem stanęła wizja utraty pracy. Diana utrzymuje się ze świadczeń socjalnych i alimentów. Chciałaby pójść do pracy, ale nie może, bo nie ma z kim zostawić córeczki.
- Do przedszkola Nicola jest jeszcze za mała, a w żłobku nie ma miejsc. Jest nam ciężko. Także finansowo. Połowę zarobków musimy oddać na stancję. Moja córka choruję na melanozę skórno-nerwową, co jakiś czas musimy jeździć na kontrolę do Warszawy. To też dla mnie spory wydatek - mówi Diana. - A jakby tego było mało, matka regularnie odwiedza komisariat i składa na nas doniesienia, o pobiciu, kradzieżach, groźbach itp.
To też bardzo rodzeństwu dokucza, bo co jakiś czas muszą meldować się w komendzie. - Ostatnio matka rozpoczęła starania o to, by się nas pozbyć z domu na dobre. Chce nas wymeldować - mówią.
Pomóc rodzeństwu stara się kurator sądowy Małgorzata Pomiankiewicz. - Wszczęliśmy już postępowanie o ograniczenie praw rodzicielskich matce nad niepełnoletnią Eweliną. W sądzie, z powodu donosu matki, toczy się również postępowanie w sprawie ograniczenia praw rodzicielskich Diany - mówi.
O czym marzy rodzeństwo?
Diana chciałaby mieć własne mieszkanie, z czynszem, który będzie w stanie opłacić. Stara się o mieszkanie socjalne. Przemek i Ewelina chcieliby się do tego wniosku dopisać, ale jeśli to zrobią, może okazać się, że ich dochód jest zbyt wysoki i mieszkania nie dostaną. W urzędzie miasta powiedziano im, że ich wniosek zostanie rozpatrzony ze szczególną uwagą, ale procedur przeskoczyć się nie da.
- Najłatwiej byłoby się od tego odciąć, wyjechać gdzieś i zacząć żyć swoim życiem, ale jak mogę to zrobić, kiedy wiem, że moje siostry ledwo wiążą koniec z końcem. Ja dam sobie radę, ale najbardziej martwię się o nie - mówi Przemek. Rodzeństwo nie może wrócić do domu, zresztą do takiego domu nie ma po co wracać. - Nie rozumiem zachowania matki. Sama jestem matką i nie wyobrażam sobie, jak można tak potraktować własne dzieci - mówi Diana. (kw)
 Odsłon: 1137
1. Bzdur.. Napisał(a) maria, 02-02-2010 13:54 dziennikarz,powinien popytac sąsiadów i dopiro pisac artyku.
|
2. patologia i tyle Napisał(a) popieram marcelinke, 02-02-2010 12:01 jaka matka takie dzieci po co robia z sebie ofiary
|
3. ciekawa rodzina Napisał(a) marcelinka, 30-01-2010 20:51 a ja mam pytanie - gdzie jest ojciec Nicoli?!!! corka widocznie taka sama jak matka ;)
|
4. Napisał(a) czytelnik, 29-01-2010 17:11 suka nie matka
| |