|
Szpitalna komisja, która sprawdzała przebieg wypadku noworodka na oddziale ginekologicznym, przedstawiła dyrekcji dwie różne wersje zdarzenia. W jednym protokole winą obarcza pracowników chełmskiego szpitala, w drugim rodzącą matkę. Swoje śledztwo w sprawie prowadzi prokuratura.
Pierwszy protokół szpitalnej komisji ds. oceny zdarzeń niepożądanych trafił do dyrekcji 24 listopada. Wynika z niego, że podczas bulwersującego porodu, do którego doszło w nocy z 11 na 12 listopada, podczas którego noworodek wypadł na ziemię i uderzył główką o posadzkę, doszło do licznych nieprawidłowości.
Pojawiły się niezgodności w dokumentacji przy przyjęciu pacjentki na izbę i oddział ginekologiczny. Pacjentkę w izbie przyjmowały pielęgniarki, a nie lekarz, jak wymagają tego przepisy. Złamano także procedurę przekazania pacjentki z izby na oddział. Rodząca powinna zostać przetransportowana a musiała przejść na oddział o własnych siłach. Komisja stwierdziła też, że pacjentką niewłaściwie zaopiekował się personel traktu porodowego. Żadnych zastrzeżeń nie budzi jedynie działanie położnych z oddziału neonatologicznego, do którego po upadku trafił maluszek.
2 grudnia komisja przedstawiła kolejny protokół. Tym razem stwierdziła, że pacjentka po przywiezieniu na Izbę Przyjęć zachowywała się agresywnie, nie wykonywała poleceń, nie poddała się rutynowemu badaniu. Wstępną ocenę płodu przeprowadzono w pozycji stojącej. Komisja pisze, że to pacjentka nie zgodziła się na transport wózkiem na oddział. Gdy trafiła na trakt porodowy, nadal miała zachowywać się agresywnie i nie wykonywać zaleceń położnych. Nie chciała się położyć na łóżko porodowe, nie chciała poddać się badaniu i dać zbadać tętno płodu dziecka.
Poród, zdaniem komisji, nastąpił nagle wraz z odejście dużej ilości wód płodowych. Dziecko upadło na posadzkę.
Co ciekawe, przy sporządzaniu drugiego protokołu członkiem komisji był dr Krzysztof Wojewoda, ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego, na którym doszło do wypadku. To dr Wojewoda na antenie TVN24 sugerował, że jego zdaniem całe zajście wyglądało tak, jakby to matka chciała się pozbyć dziecka. Skierował sprawę do prokuratury.
- Zdziwiło mnie, że protokoły tak się od siebie różnią i poprosiłem o wyjaśnienie - mówi Mariusz Kowalczuk, pełniący obowiązki dyrektora chełmskiego szpitala.
Komisja doszła do wniosku, że działania personelu z oddziału ginekologiczno-położniczego było jednak prawidłowe i dostosowane do sytuacji. A do wypadku doszło, bo matka nie chciała współpracować.
Czy wpływ na rozbieżności w protokołach mógł mieć udział doktor Wojewody w komisji? - Doktor nie brał udziału w zdarzaniu, więc nie ma przeciwwskazań, żeby był członkiem komisji - mówi M. Kowalczuk. - Poza tym sprawę bada prokuratura i to od wyników jej śledztwa zależeć będą ewentualne konsekwencje wobec pracowników. Bogumił Fura

Odsłon: 799
1. Nikt mądry w Chełmie nie rodzi!!! Napisał(a) Al, 17-12-2009 19:11 Niech ktoś wreszcie zrobi porządek z tymi pseudo lekarzami traktującymi przedmiotowo pacjentów!!!
| |