|
„Obyś cudze dzieci uczył” – grzmią nauczyciele przeklinający swój los, ale instruktorzy wcale nie mają łatwiej. W zwykłej szkole określony plan nauczania należy przedstawić grupie ujednoliconej przynajmniej wiekowo, a więc równej mniej więcej pod względem rozwoju intelektualnego. Podczas kursu na prawo jazdy, nawet jeżeli w sali wykładowej siedzi dziesięć osób, mamy cały przekrój społeczeństwa, to jak trafić do wszystkich?
W tym odcinku pozwolę sobie subiektywnie napisać z perspektywy bocznego fotela o trudnym problemie kursantów niezdolnych do jazdy.Pierwszy kontakt z nimi mamy w sali wykładowej. Ponieważ spędzamy z kursantami ważną część ich życia, egzamin trwa zaledwie chwilę, przygotowanie do bycia kierowcą znacznie dłużej, więc spotykając się, powiedzmy, w ciągu półrocza, możemy przeżyć kilka niespodzianek. Natomiast pierwsze zajęcia są najbardziej fascynujące, zastanawiamy się bowiem, z kim będziemy mieli do czynienia. Zaczyna się loteria, kogo będzie łatwiej nauczyć, a z kim może być problem. To okrutne, ale te oceny wystawiane są jedynie na podstawie ogólnego wyglądu, wieku, wykształcenia, stanu rodzinnego i wykonywanego zawodu. Informacje są proste do ustalenia, przecież większość widnieje w dokumentach niezbędnych przy zapisywaniu na kurs, a resztę w zupełnie niewymuszony sposób dopowiadają sami zainteresowani.
Na tym etapie jest jeszcze możliwość wychwycenia braku predyspozycji do prowadzenia samochodu podczas badań lekarskich, bo nie każdy może i powinien być kierowcą. Ale jeżeli lekarz nie zauważy niczego niepokojącego, zostaje nam zastanowić się nad dydaktycznym dobraniem odpowiedniej metody nauczania. A przekrój przez społeczeństwo jest pełen. Przecież przed nami zasiądzie i uczeń, i student, i mechanik, robotnik, nauczyciel, lekarz, prawnik, artysta. To już jest kilka osób, które zupełnie inaczej będą odbierać i przyswajać tę samą wiedzę. Klasyczne pytanie: czy wszystko jest zrozumiałe? – nie pomoże, spowoduje raczej niezręczną ciszę. Kursanci, zwłaszcza na początku, boją się ośmieszenia przed grupą, więc wolą wcale nie pytać niż zadać banalne pytanie. A przecież doskonale wiemy, że każdy element w nauce jazdy, jeżeli zostanie pominięty lub nie do końca zrozumiały, może mieć realny skutek na drodze w postaci niepewnego ruchu, a jeden taki ruch może mieć ogromne konsekwencje. Trzeba więc wyrobić w sobie umiejętność oceny faktycznego stanu przyswojenia wiedzy jedynie na podstawie obserwacji zachowania naszych kursantów, czyli czyje oczy rozumieją to, co mówię, a czyje nie. Najwięcej problemów z teorią dotyczy wyobrażenia przestrzennego, co zresztą przekuwa się w kłopoty związane również z praktyką. Pytania testowe typu parkowanie równolegle czy prostopadle do jezdni są trudne nie ze względu na zawiłość odczytania znaku, ale przez określenie w przestrzeni. Często zatem wykłady opierają się na pokazywaniu rękoma, co oznacza równoległe, a co prostopadłe ustawienie… Bardzo podobnie wyglądają lekcje, podczas których omawia się zasady na skrzyżowaniach. Tu problemem jest zasada prawej strony. Bardzo trudne do wyobrażenia są przypadki lewoskrętu, gdy należy ustąpić nadjeżdżającemu z prawej strony i z przeciwka. Padają pytania: „dlaczego temu z góry?” (znowu kłopot z określeniem przestrzennym), „przecież on nie jest po naszej prawej…” i nagle, gdy praktycznie zaczną rozwiązywać skrzyżowanie całym ciałem, pada sakramentalne „acha”. Nie można pod żadnym pozorem irytować się w takiej sytuacji, tylko zawsze z wyczuciem rozwiać wątpliwości i stworzyć atmosferę otwartej dyskusji. Co tylko podkreśla, mam nadzieję, wagę nauczania teoretycznego. Gdy ci bardziej skryci kursanci zobaczą, że nikogo się nie ośmiesza, tylko stara zrozumieć, również zaczną zadawać pytania, a to oznacza mniej pracy dla nich i dla późniejszego instruktora. Za kierownicą problemowych kursantów można podzielić na tych, którzy potrafią obsługiwać mechanicznie samochód, ale nie znają przepisów ruchu drogowego, i na tych, którzy nie mają z tym problemu, ale kłopotem jest dla nich opanowanie pojazdu. Potem są już tylko różne warianty tych dwóch aspektów, połączone z cechami osobowościowymi: lenistwem, pracowitością, wytrzymałością psychiczną i nadwrażliwością. To są niezwykle ważne elementy, które trzeba wziąć pod uwagę przy doborze słów, w jakich chcemy przekazać tę samą dla wszystkich wiedzę. Jednego trzeba zmotywować spokojnym omówieniem sytuacji, a drugiego należy gwałtownie, ale kulturalnie przywołać do porządku. W szkoleniu praktycznym doskonale widać tempo przyswajania wiedzy, co nie było jeszcze takie wyraźne przy nauczaniu teoretycznym. Duży problem to brak ciągłości. Kursant działa na zasadzie schematu – powtarza i zapomina. Podczas jednej lekcji podobne zagadnienie może występować wielokrotnie, ale przyszły kierowca często nie dostrzega jego powtarzalności. Podczas takich lekcji trzeba bardzo uważać na nieprzewidywalne, często i dla niego samego, zachowania. Kursantom zdarzają się również problemy ze względu na ich cechy fizyczne. Co ciekawe, osoby o korpulentnej budowie ciała mają kłopot z cofaniem, niskie miewają problemy z widocznością i, zwłaszcza na początku, z ruszaniem. Ci kursanci, którzy mieli problem z wyobrażeniem przestrzennym w teorii, również w praktyce nie potrafią dobrze odnieść się do punktu w przestrzeni. Bardzo dobrze pokazuje to jedno z najważniejszych zadań egzaminacyjnych – jazda pasem ruchu do przodu i do tyłu. Jeżeli ktoś ma to zadanie opanowane, potrafi także wykonywać manewry parkowania, cofania itp. Nie można zatem przekreślić jego znaczenia i stawiać pytań o sens „łuku” w całym egzaminie.
Proszę zwrócić uwagę, że wszystkie opisane powyżej problemy, jakie miewają kursanci, nie wynikały z wykształcenia lub z racji płci. Nie ma znaczenia, czy za kierownicą siada kobieta, czy mężczyzna. Kobiety jedynie cechuje może większa podatność na wiedzę, mężczyźni natomiast są przekonani, iż urodzili się z umiejętnością prowadzenia samochodu, stąd często mija więcej czasu, aż przekonają się, że jednak przyszli na kurs, żeby tę wiedzę zdobyć. Wykształcenie również nie stanowi tu jakiegokolwiek wyznacznika. Absolwenci szkół wyższych czy zawodowych potrafią tak samo szybko i tak samo wolno przyswajać wiedzę. Różnicuje ich tylko poziom świadomości. Osoby lepiej wykształcone mają większą wyobraźnię, a więc większe wrażenie robi na nich omawianie niebezpiecznych sytuacji na drodze. To są zawsze bardzo trudne, niejednoznaczne do rozwiązania przypadki. Jeżeli widzimy, że ktoś ma mniejsze predyspozycje do prowadzenia pojazdu, nie możemy kategorycznie zaprzestać szkolenia albo, co gorsza, szafować sądami, że taka osoba nie zostanie kierowcą! Przecież nie potrafi czegoś zrobić w subiektywnym odczuciu instruktora, a to wcale nie przekreśla ostatecznego sukcesu. To może trwać dłużej, może być okupione wieloma niezdanymi egzaminami, wielomiesięcznymi przerwami w nauce, ale jaki jest sukces, gdy długotrwały proces powoli przynosi rezultaty. Przecież zdobycie prawa jazdy jest czasami największym osobistym sukcesem w życiu naszego kursanta, nie możemy mu podcinać skrzydeł tylko dlatego, że nam nie chce się włożyć więcej wysiłku w nauczanie. Bo to wcale nie musi być tylko jego wina… Na tym właśnie polega ten trudny zawód, na ciągłym szukaniu sposobu dotarcia do niezdolnego kursanta, dzięki czemu rozwijamy i jego, i siebie.
Grzegorz Lament
instruktor
 Odsłon: 1382
1. s Napisał(a) ds, 12-12-2009 23:24 Co za głupoty! Ten Lament to jakiś psychol(og). Nie ocenia się ludzi po wyglądzie ani wykształceniu! Nie chciałbym u takiego się uczyć!
|
2. ON Napisał(a) JAGA, 11-12-2009 16:59 TEN FACIO MUSI MIEĆ JAKIŚ PROBLEM . MOŻE KTOŚ WIE?
|
3. Napisał(a) GUMIS, 11-12-2009 07:25 może lepiej kursant z miną głupka czekający na instruktora bo ten musi sobie załatwić sprawy, ile razyyyy takie coś się widzi, a najczęściej to tam przy Exoilu kiedy tamtędy nie jadę to ktoś czeka... i czeka... panowie bez przesady sam robiłem prawo jazdy ale takie manatki jak przy exoilu odpi***zielacie to ja bym tą eLke wziął i zrzucił z tego wiaduktu
|
4. mysli Napisał(a) belfer, 10-12-2009 19:05 rzeczywiście lament człowieku pisz szybciej bo wydaje mi sie że masz jakis problem
| |