Niemal 700 polskich firm ogłosiło upadłość w 2009 roku - wynika z raportu „Procesy upadłościowe w Polsce", opublikowanego przez Konferencję Przedsiębiorstw Finansowych. Wydział Spraw Społecznych w UM w Chełmie wykreślił z ewidencji 514 firm, 259 zawiesiło działalność.
W 2009 roku upadło prawie 65% więcej firm niż rok wcześniej, ale blisko 3 razy mniej niż w roku 2002, który jest uznawany za najgorszy dla polskiej gospodarki w ostatnim czasie. Nie ma jednak powodów do radości. Dopiero zaczęliśmy wychodzić z kryzysu i można zakładać, że w 2010 roku liczba upadłości pobije wynik roku ubiegłego. Analizując bankructwa w naszym kraju, warto zauważyć, że upadłości przedsiębiorstw stanowią niewielki odsetek, w porównaniu do skali procesów likwidacyjnych. W 2009 r. odnotowano 693 upadłości, a w tym samym czasie z bazy REGON zostało wyrejestrowanych (zlikwidowanych) 357.530 jednostek gospodarczych. Oznacza to, że na każde 1.000 firm likwidowanych w tym okresie przypadały zaledwie dwie upadłości.
Wydział Spraw Społecznych Urzędu Miasta Chełm w 2010 odnotował 188 wykreśleń i 144 zawieszeń. Póki co trudno przewidzieć, jak sytuacja rozwinie się pod koniec roku. Nie wiadomo też, jaka jest skala upadłości lokalnych firm.
Na szczęście nie jesteśmy w czołówce
Średnio, w każdym miesiącu 2009 r. miało miejsce 58 upadłości. Najwięcej przedsiębiorców ogłosiło upadłość w maju (70), wrześniu (75) i grudniu (77). Najmniej firm upadło z kolei w styczniu (31), lutym (51) oraz sierpniu (45). Biorąc pod uwagę rozkład upadłości pod względem geograficznym, okazuje się, że najwięcej podmiotów zbankrutowało w województwach mazowieckim, śląskim i dolnośląskim (odpowiednio 17%, 15,4% i 12,4% spośród wszystkich upadłości ogłoszonych w 2009 roku). Najmniejszy odsetek upadłości odnotowano w województwach świętokrzyskim (1,6% wszystkich upadłości w 2009 r.), podlaskim (1%) i opolskim (0,4%). W niemal wszystkich województwach daje się zauważyć wzrost liczby upadłości pomiędzy latami 2008 i 2009.
Budowlanka stała najgorzej
Najwięcej upadłości odnotowały w 2009 roku firmy z branży budowlanej (łącznie 36% wszystkich upadłości) oraz sprzedaży hurtowej i detalicznej (łącznie 20%). Na uwagę zasługuje stosunkowo duży odsetek (5% ogółu) firm transportowych, które ogłosiły w minionym roku upadłość. To oznacza, że zbankrutowały 32 przedsiębiorstwa. Można przypuszczać, że koniec ich działalności w dużej mierze był związany z sytuacją sektorów budowlanego i handlowego. W przypadku 27 kolejnych upadłości, stanowiących 4% ogółu w 2009 r., przedsiębiorcy prowadzili działalność obejmującą pośrednictwo finansowe, wynajem i zarządzanie nieruchomościami, a także kupno i sprzedaż nieruchomości. Pozostałe upadłe przedsiębiorstwa charakteryzowały się bardzo zróżnicowanymi profilami działalności. W strukturze upadłości najwyższy odsetek (64,21%) dotyczył spółek z ograniczoną odpowiedzialnością. W sumie w 2009 r. upadło 445 takich firm. Wśród jednoosobowych działalności odsetek podmiotów, które ogłosiły upadłość wyniósł 19,05%.
Prognozy nie napawają optymizmem
Dane z początku bieżącego roku pokazują, że można się spodziewać dalszego wzrostu liczby upadłości. W styczniu 2010 roku bankructwo ogłosiło pięćdziesięciu jeden przedsiębiorców. To oznacza wzrost w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku o blisko 65 procent (31 upadłości w styczniu 2009 r.). Między innymi dzieje się tak dlatego, że efekty kryzysu (a z niego obecnie wychodzimy) zawsze są widoczne z pewnym opóźnieniem. Wydaje się, że wyniki raportu na temat upadłości przedsiębiorstw w roku 2009 w Polsce potwierdzają, iż polska gospodarka wychodzi z okresu spowolnienia gospodarczego, a wzrost liczby upadłości w styczniu roku 2010 i możliwość wzrostu liczby upadłości w całym 2010 w stosunku do roku poprzedniego, są jedynie spowodowane przesunięciem w czasie negatywnych efektów tego spowolnienia. Zwiększona liczba upadłości raczej nie będzie miała zatem istotnego wpływu na sytuację gospodarczą bieżącego roku.
Ku przestrodze...
- Osoby odpowiedzialne za prowadzenie firmy muszą pamiętać, że aby zachować płynność finansową, muszą zabezpieczać się przed niekorzystnymi zjawiskami, takimi jak problemy finansowe czy nieuczciwość swoich kontrahentów czy klientów. We własnym interesie przedsiębiorcy powinni więc korzystać z wszelkich dostępnych metod, które pozwolą na monitorowanie i weryfikację wypłacalności odbiorców, ich produktów czy usług. Dotyczy to zarówno nowych partnerów biznesowych, jak i firm, z którymi współpraca trwa od lat. Nikt nie zagwarantuje przecież, że ich kondycja finansowa nie ulegnie nagłemu pogorszeniu, a to w prostej linii przekłada się na utratę płynności finansowej i konieczność ogłoszenia upadłości - mówi Urszula Okarma, prezes Rejestru Dłużników ERIF Biura Informacji Gospodarczej S.A. (opr. apm za: Ciszewski Financial Communications sp z o.o.) PS. Autorem badania jest dr Paweł Antonowicz - adiunkt w Katedrze Ekonomiki Przedsiębiorstw na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Gdańskiego. Raport powstał z inicjatywy Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych oraz firmy KRUK S.A. i Rejestru Dłużników ERIF (jednego z trzech działających w Polsce biur informacji gospodarczej). Źródłem danych, które zostały poddane szczegółowej analizie, są publikacje w Monitorze Sądowym i Gospodarczym. Uzupełnieniem były informacje gromadzone przez Główny Urząd Statystyczny. Odsłon: 1038
|