|
Nasz artykuł sprzed tygodnia o zastępstwach w ZST w Chełmie rozwiązał „worek” z doniesieniami. M.in. dotarły do nas informacje, że dyrektorka szkoły zatrudnia męża jako wychowawcę w szkolnym internacie, a jej syn podczas wakacji był ratownikiem w ośrodku ZST nad Jeziorem Białym. Inni nauczyciele biorą szefową w obronę. - To bardzo dobra dyrektor, która zaprowadziła w szkole porządek. Ciekawe, kto chcę ją podgryźć i zmącić atmosferę - dociekają. W szkole rozpoczęło się tropienie „kretów”, którzy wynoszą informację.
Barbara Baluk, dyrektor Zespołu Szkół Technicznych w Chełmie, nie uważa, by przez to, że w internacie ZST pracuje jej mąż, a syn był ratownikiem w ośrodku ZST, doszło do naruszenia prawa, czy choćby zasad etyki. Dziwi się, że komuś po czterech latach nagle zaczął przeszkadzać etat męża.
- Zanim zdecydowałam się zatrudnić męża w internacie, rozmawiałam z Markiem Sikorą, ówczesnym dyrektorem Wydziału Edukacji w Urzędzie Miasta - mówi dyrektor Barbara Baluk. - Pan Sikora stwierdził, że nie ma żadnych przeciwwskazań i mąż może pracować w internacie.
Ale nauczyciele, którzy zwrócili nam na to uwagę wskazują, że Internat i zatrudnieni w nim pracownicy podlegają bezpośrednio dyrektorowi szkoły i zatrudnienie przez dyrektorkę męża jest niezgodne z przepisami.
Barbara Baluk tłumaczy, że jej mąż wcześniej pracował w Zespole Szkół Zawodowych nr 5, ale tam zabrakło dla niego godzin. - Mąż kończył różne kursy, studia podyplomowe, dokształcał się, ale nie mógł znaleźć pełnego etatu. A w internacie zrobiło się wolne miejsce i za zgodą miasta został przyjęty do pracy - mówi dyrektorka i podkreśla, że również obecny dyrektor Wydziału Oświaty Urzędu Miasta Augustyn Okoński wyraził na to zgodę.
- Badaliśmy tę sprawę i naszym zdaniem wszystko jest w porządku. Pan Baluk, jako nauczyciel internatu, nie podlega bezpośrednio dyrektorowi ZST - mówi Okoński. - Jego przełożonym jest kierownik internatu.
Również w sprawie zatrudnienia podczas ostatnich wakacji syna na stanowisku ratownika w ośrodku ZST nad Jeziorem Białym szefowa ZST nie ma sobie nic do zarzucenia.
- Szukaliśmy chętnych do pracy w ośrodku, ale nikt się nie zgłaszał - tłumaczy oburzona donosami dyrektor Baluk. - Dlaczego nie zgłosili się nasi nauczyciele wychowania fizycznego, którzy mają przecież uprawnienia ratownicze? Ponieważ nie było chętnych, a bez ratownika nie mogliśmy wczasowiczom udostępnić kąpieliska, o pomoc w zatrudnieniu ratownika poprosiliśmy szefową chełmskiego WOPR, która wskazała na mojego syna. Wcześniej przez dwa tygodnie czerwca i cały lipiec pracował syn jednego z naszych nauczycieli. I pewnie pracowałby również w sierpniu, ale zrezygnował, bo musiał przygotowywać się do egzaminów.
Nasi informatorzy twierdzą jednak, że nic nie słyszeli, by poszukiwano chętnych do pracy w ośrodku nad Białym. - Pewnie ktoś by się zgłosił - mówią.
Z kolei inni nauczyciele biorą w obronę dyrektorkę, bo jak twierdzą w szkole robi ona dobrą robotę i trzyma dyscyplinę, a ktoś, komu to nie w smak, wywleka jakieś drobnostki.
Dzień po naszej wizycie w Zespole Szkół Technicznych dyrektor Barbara Baluk zwołała radę pedagogiczną. - Pani dyrektor za wszelką cenę chciała dowiedzieć się, którzy nauczycieli donieśli na nią do redakcji - mówi jeden z pedagogów. - Gdyby się przyznali, dyrekcja zapewne postarałaby się o to, aby „umilić” im życie w szkole. Może być też tak, że każe nam podpisać list do redakcji, w którym popieramy ją i „odcinamy się” od donosów. (ps)
 Odsłon: 1084
1. Komentarz z oddali... Napisał(a) Marek, 30-11-2009 21:13 Och!Polskie piekiełko ma się dobrze !!!
| |