|
Odpowiedni ludzie mogą sprawić, że patrzysz na świat zupełnie inaczej. To truizm, ale jakże przyjemny. Ludzie mają na siebie wpływ, przywiązują się do siebie, przyzwyczajają do swojej obecności. Zaczynają ufać, przyjaźnią się, z czasem przeradza się to w miłość – bądź nienawiść.
W Chełmie od lat funkcjonuje prawidłowość właściwa małemu miastu – wszyscy się znają, wszyscy sporo o sobie wiedzą, kichasz w jednym końcu – a na drugim mówią Ci „na zdrowie”. Taka jest specyfika niedużych miast, w tym naszego, i nie ma w tym nic dziwnego. Leżymy w dodatku na głębokiej prowincji i na to też nie ma się co oburzać, jesteśmy prowincją i koniec. Szkoda, że poza prowincjonalizmem handlowo-przemysłowym hołdujemy także prowincjonalnym zachowaniom. Zapominamy dzięki temu, że kapitałem naszego miasta są w równym stopniu cement, meble i kreda, ale przede wszystkim – ludzie.
O sztuce, która mogłaby nas konsolidować, powiedziałem już sporo – miałka, prosta, bez zadziora, do przesady słodka i wygładzona tak mocno, że aż płytka. Ale co innego relacje między ludźmi. Często spotykam się z przyjaciółmi, którzy wyjechali z Chełma na długi okres czasu, niektórzy na zawsze, na daleką, bądź bliższą emigrację. Są w tej grupie mieszkańcy Reykjaviku, Oslo, Londynu ale i Wrocławia, Warszawy i Krakowa. Żaden z nich nie nazywa Chełma „dziurą”. Żaden z nich nie mówi o mieście negatywnych rzeczy, ponieważ każdy stąd pochodzi i ma świadomość, czym owo miasto jest. Za to każdy podaje koronny argument na rzecz niechęci do powrotu i nazywa się on jednoznacznie – „Ludzie”. Z tymi ludźmi nie da się tego robić. Dla tych ludzi nie ma sensu tego tworzyć. Ci ludzie tego nie zrozumieją. Nie z tymi ludźmi – i tak dalej i tak dalej. Dochodzimy do sedna sprawy – powodem, dla którego jesteśmy prowincją nie jest tylko odległość od przejścia w Dorohusku, ale my sami. Stajemy się dla siebie pozbawionymi empatii pionkami na szachownicy zachowań. Ciężko na ulicy o jakąkolwiek otwartość i zdaję sobie sprawę, że jakiekolwiek żądanie wysuwane pod tym adresem będzie przejawem niezdrowego idealizmu. Ale ten brak, takie perfidne manewry personalne, powszechna obróbka pośladków jest niezależna od miejsca i statusu. Obgadujemy i jesteśmy obgadywani. Używamy szumnych nazw „Przyjaciel” czy też „Bliski” a potem odwracamy się, gdy znajdujemy lepszych „Przyjaciół” i lepszych „Bliskich”. Naginamy fakty, unosimy się na malutkich chmurkach władzy w dążeniu do metropolitalności. To właśnie jest rdzeń naszej prowincjonalności. Nie czujemy się Europejczykami, nie czujemy się obywatelami większej całości. Jesteśmy mieszkańcami Chełma. Czy to obelga? Absolutnie nie. Ale obciążamy samych siebie piętnem prowincji uważając się za lepszych, niż możemy być, jednocześnie będąc bardziej zamkniętymi dla siebie niż powinniśmy. Ubiegły rok przyniósł mi wiele takich rozczarowań ludźmi. Ten nowy od samego początku przynosi miłą odmianę. Czuję się dobrym człowiekiem, bo mam wokół siebie dobrych ludzi. Wspaniałych, rzekłbym. Uśmiechniętych mimo kłopotów, z którymi spędzanie sylwestra w kuchni przy wspólnym robieniu sałatki było to stokroć lepsze niż bal w drogim domu weselnym do taktu „Świat nie wierzy Łzom”. Ludzi, z którymi można tworzyć i nie czuje się strachu przed krytyką. Ludzi, których mogę nazywać swobodnie przyjaciółmi.
Dzięki takim bliźnim nie czuję w sobie prowincjonalnej, zatęchłej obmierzłej natury. Czuję się wolnym, pełnym pasji i energii człowiekiem. Czuję się częścią nowoczesnej Europy i świadomym swoich wyborów elementem społeczności. Nie boję się swoich poglądów, bo wiem, że nawet wyśmiany, będę mieć ich za sobą. To spora odmiana. Nie ma już za moimi plecami ludzi, którzy tak chętnie rozmieniali na drobne tę i inne znajomości. Człowiek nie czuje się sam. I może się rozwijać. Skoro możliwe jest to w moim przypadku, nie widzę powodu, by było to niemożliwe w innych. Zatem naszą prowincjonalność (o ile pojmowaną w sposób negatywny) możemy zacząć usuwać zaczynając od siebie. Dlaczego o tym mówię? Bo sygnałów, że miasto jest zaściankiem, nie trzeba pisać, ich istnienie jest przecież oczywiste. Każdy z nas ma kogoś z rodziny, kto jest na stałej emigracji i wracając tu przeżywa dysonans na nowo, za każdym razem. Bądźmy tego świadomi, ale miejmy swoją dumę. Opinie o Chełmie, jako o zaścianku czy prowincji pojawiały się i będą się pojawiać. Ale to nie oznacza, że my sami jesteśmy gorsi. Owszem, może trudno tu o pracę i równe chodniki, ale mimo wszystko, jesteśmy tu razem, niezależnie od urody i statusu materialnego, inteligencji i doświadczenia. Razem – na dobre i złe. Trąci chorym idealizmem, prawda? Pełnym naiwnej wiary w lepsze, wyegzaltowanym i wyliczonym na oddźwięk peanem. Takie to podobne do walki z wiatrakami. Niezdrowe i niemal bałwochwalcze, prawda? Śmiejcie się do woli – mi udało się znaleźć ludzi, którzy pozwalają mi w to wierzyć.
Co oznacza, że Wy też możecie. Wystarczy chcieć. Najlepszego z nowym rokiem!
Bart
Warsztat cynika
Odsłon: 1045
1. PdkGQBow Napisał(a) qsnips, 01-03-2012 19:53 w5NnPo kuzhcayxlnrg
|
2. Napisał(a) newbe, 28-02-2012 09:33 Jeżeli głównym "kapitałem naszego miasta są w równym stopniu cement, meble i kreda, ale przede wszystkim – ludzie." to zaiste jesteśmy biedni.
|
3. xNyMmGli Napisał(a) kvnuda, 28-02-2012 09:17 7Qk3yd oiwlguqjisqu
|
4. KqdTciEVe Napisał(a) Nte, 28-02-2012 03:53 A wydzwiek panskiego kzeantmroa to pewnie kontrprzyklad do mojego wywodu:) prosze cos brac na uspokojenie. Prezydent jest ok, Merkel jest be - a w ogole to Gruzini lubia Polakow bardziej od Niemcow. Teraz ok?
|
5. Chełm moje miasto Napisał(a) homo sapiens, 19-01-2012 21:19 tak nie powiem ale wszystkie ważne kobiety mojego życia są z Chełma: mama, żona i córki. Przybyłem a większego miasta do tego ponad ćwierć wieku temu za zoną ( podobno uważa się w regionie, że najpiękniejsze dziewczyny są z Chełma :) Chociaż wiele zawdzięczam i szanuje to miasto uważam że jest mentalną dziurą. Nie ze względu na historię, gospodarkę czy kulturę... Hm, może nie warto dokopywać z nowym rokiem, bo będzie jeszcze niejedna ku temu okazja więc moje życzenie: Chełm, miasto otwarte :)
|
6. Napisał(a) Normalny, 19-01-2012 10:49 Panku busowy to jakiś bełkot,lub zator myślowy. Objaw nie zdrowy,przejdź się do lekarza po lek psychotropowy. Idiotów i depresji szukaj u siebie,gdyż głowa Twa jest w potrzebie.
|
7. Napisał(a) Pan z Busa, 19-01-2012 08:49 Śmieszne czy żałosne? Wasze podniosłe sentymenty nie zmienią tego, że żyjemy w mieście idiotów. Widać to np.: po tym co robią zrozpaczeni rodzice na Rejowieckiej. Proponuję udać się do psychiatry, bo bezczynność oraz zimowa pora wywołują u Was niezdrowe emocje. Może odzywa się tzw. zimowa depresja? Ale przecież to można leczyć... Weźmiecie trochę psychotropów to świat wyda się lepszy :-)
|
8. Napisał(a) Demostenes, 18-01-2012 21:00 Dobre slowo zawsze w cenie. Pozdrawiam
|
9. Napisał(a) ewka, 18-01-2012 16:58 Świetny tekst! Dziękuję i kłaniam się nisko.
|
10. Tak napisałem do Ani Dąbrowskiej Napisał(a) Chełmianin N, 18-01-2012 15:45 Chełmianin czy Chełmianka to brzmi dumnie, A to słowo wywołuje radość u mnie. W szkole nauczono mnie za młodu, Patriotyzmu i historii królewskiego grodu. Piękne słowo,piękne miasto i Rejowskie Polskie słowo, Świadczy, że tu w Chełmskim rozwijałaś się Polska mowo. Ojciec literatury Polskiej,żył i tworzył na tej ziemi I wielu znanych synów i córek wyrosło z Chełmskiej ziemi Nikt tej historii nie zaprzeczy i jej nikt nie zmieni. Szlachta Chełmska była patriotyczna i rozumna A zatem nie wstydź się tego słowa i bądź dumna.
|
11. Napisał(a) CHEŁMIANKA, 18-01-2012 15:19 Trafiłeś w samo sedno. Nic nie zmieni faktu, że urodziliśmy się i wychowaliśmy się w Chełmie. Żyją tu ludzie, którzy są wrażliwi i umieją odnaleźć się w realiach tego miasta. Mają swoje pasje, potrafią je zaszczepić je innym i przede wszystkim są tu szczęśliwi. I dane mi było ich spotkać. Dzięki nim, i razem z nimi, realizuję się jako człowiek i wiem, że to co robię jest dobre, przynosi radość innym oraz mnie samej. Zatem można być sobą nawet na takiej prowincji. Pozdrawiam ;-D
|
12. Napisał(a) M, 18-01-2012 10:27 Wyjechałem, wróciłem i nie wyjadę:) Dobrze mi tu i nic i nikt tego nie zmieni.
|
13. Napisał(a) Miejscowy, 18-01-2012 10:21 Nie wstydzę się NIEDŹWIEDZIEGO GRODU i mieszkańców zaściankowego wschodu,gdyż są bardziej wrażliwi niż Ci z zachodu.
|
14. Napisał(a) eimigrant, 18-01-2012 08:27 Jestem jednym z tych co wyjechali, żeby uciec od ciasnoty mentalnej, ale wrócili z powodów osobistych i... odnaleźli swoje miejsce wśród tych, od których chcieli uciec. Na pewno nie jestem "lokalnym patriotą" i nie będę tu rzucał patetycznych słów jak niejaki bugenhagen. Nauczyłem się żyć w Chełmie, nie mam już potrzeby udowadniania sobie, że jestem lepszy/inni. Ale śmieszą mnie ludzie, którzy wciąż pozostając emigrantami, odnoszą się z wyższością do tego miasta i jego społeczności - to są często "starzy przyjaciele", z którymi nie ma już wspólnego języka. Takich prowincji jak Chełm jest w Polsce mnóstwo. Z takich prowincji jest zbudowana Polska i nie mamy na to wpływu. Chodzi o to, żeby uprawiać swój kawałek ogródka bez względu na to, czy pasuje do ogródków sąsiadów czy nie.
|
15. Napisał(a) bugenhagen, 17-01-2012 20:27 Każda ojczyzna, czy to duża (kraj), czy mała (region) jest właśnie jak ojciec lub jak matka. Nie wybiera się jej. Kocha się ją po prostu. Można ją oceniać i krytykować, ale to zawsze ojczyzna. "Kraj lat dziecinnych", nasz azyl. Każdy kto odwraca się od ojczyzny to tak jakby odwracał się od matki. Ja kocham Chełm i chcę tu spędzić resztę swojego życia, bo wiem, że to moje miejsce na Ziemi. Brawo za artykuł!
| |