|
Przejście przez okolice cmentarzy w Chełmie (chociaż, można by to uśrednić dla większości cmentarzy w Polsce) wymaga w tym szczególnym okresie zdolności akrobatycznych Micka Jaggera przemykającego tanecznym krokiem na scenę z zaplecza. I jego optymizmu. Śmiem twierdzić, że konsumpcjonizm sięgnął kolejnego szczytu infantylności.
Co łatwo zauważyć przemykając po deptaku. Ocean wiązanek wylewa się praktycznie na całą szerokość przejścia między deptakiem a ulicą Popiełuszki, co sprawia, że byle zamyślony osobnik mknący w kierunku Empiku bądź rynku warzywnego może mieć przy nodze ozdobę wątpliwej atrakcyjności w wersji naturalno-świerkowej bądź udawano-plastikowej. Nie będę nadmieniał, że w horrendalnej cenie. Można też wdepnąć w znicz, albo, co najciekawsze, a co przytrafiło się już paru moim znajomym, wziąć udział w zabawie pod tytułem „czy to nie czasem jest mój zakup we wtórnym obiegu?”. Przy czym konstatacja bywa bardzo przykra, gdy wiązanka czy kwiatek, którym obdarowaliśmy grób kogoś bliskiego nagle znajduje nowego właściciela. Zmarłym na cmentarzu niby wszystko jedno, ale odwiedzającym – na pewno nie. I konstatacja zmienia się w konsternację.
Na cmentarzu zaczynają się tłumy. Porządkowanie grobowców, podnoszenie płytek, wylewki, malowania, okrężne ruchy wprawnych dłoni doprowadzających wiekowe powierzchnie pokryte lastrykiem do cienia dawnej chwały. Wszystko w porządku, dlaczego jednak co rok, a nie, dajmy na to, co miesiąc? Oczywiście, z całym szacunkiem dla mniejszości, która odwiedza miejsca pochówku swoich bliskich, tudzież tych którzy mają do nich daleko – ale cmentarz stał się takim samym siedliskiem konformizmu, jak kościoły i pochody pierwszomajowe. Ludzie chodzą, bo wstyd nie pójść, ale nie dlatego, że chcą. I ten konformizm przelewa się w groteskę form mających swoje pięć minut pierwszego dnia listopada. Wypuszcza leniwe macki wśród ludzi wokół grobów, sprawia że wszyscy mamy nabożne miny i udajemy zatroskanych. Nagle widać też spadające liście i czuć przeszywający chłód. Dla wielu to okazja do wzajemnego oceniania się, czy złośliwego pobabrania w cudzym życiu. Grób stał się często takim samym wyznacznikiem statutu, jak samochód, buty ze skóry czy brama na automatycznego pilota. Zupełnie jakby jakość granitu i wyrazistość złoceń miała przełożenie na wielkość uczuć, jakie żywiło się wobec zmarłego. Dotykam delikatnych kwestii, ale czy po części tak właśnie nie jest? Nie razi Was istna rewia mody na cmentarzach? Nie uderza, że i z tego – bardzo osobistego przecież – skrawka ludzkiej obecności ktoś robi spory biznes, zarabiając często na Waszym własnym poczuciu nostalgii i zadumie? To nie powinno być przeliczane na jakiekolwiek pieniądze.
Na cmentarzu na Lwowskiej mieści się grób wuja, którego na oczy nigdy nie widziałem. Regularnie go odwiedzam, chociaż zmarł w 1963 roku, więc blisko dwadzieścia lat zanim się urodziłem. Mimo to, mam sentyment do tego kogoś, kogo na ziemi na pewno nie ma. Wuj zmarł mając niespełna rok i na jego poziomie świadomości nie sądzę, by rozumiał, co do niego mówię – o ile nie przyjmiemy, że dusza nie ma wieku i rozumie – co też robię. Niemniej, opiekuję się jego grobowcem. Bardziej dla siebie niż dla kogokolwiek innego, zwłaszcza że najczęściej jestem tam sam – nawet w nadchodzące święta pójdę tam prosto z nocnej zmiany, długo zanim leniwe ciała ludzi odkryją prawdziwy powód długiego weekendu i zaczną psioczyć na brak miejsc parkingowych. Za grobem wuja jest tylko wbity krzyż. Od lat nie ma tam tablicy i nieodmiennie, co jakiś czas konieczna jest akcja karczowania trawy i zarośli, by zaczęły przypominać miejsce czyjegoś ostatniego spoczynku, co robią sprawiedliwie ludzie przychodzący na sąsiednie groby, co bardzo dobrze o nich świadczy. Zapalamy znicze, co roku wlepiamy wzrok w miękkie światło parafiny, wśród tej masy ludzi są Ci, dla których jest to święto bardziej bolesne od poprzednich – sam będę się do nich zaliczać. Karmienie symboliki i wykonanie ceremoniału będzie miało mimo wszystko bardzo przykry charakter, bo z niektórymi osobami jeszcze rok temu spotykałem się na cmentarzach i w normalnym życiu. Westchnę, oddam cześć ich pamięci, rozmawiając z nimi w myślach i przywołując obrazy. Dziadka i Agnieszkę pamiętam jakby wczoraj opuścili próg domu.
A potem nasze poczucie obowiązku, tęsknoty i sentymentu pokrywa gruba warstwa trawy i krzyż ginie w jej gąszczu. Zauważamy więc doczesność, dajemy się ponieść konformizmowi, biorąc na przykład kuriozalną chwilówkę na znicze. Dopóki znów nie przyjdzie czas około listopadowy i ktoś wytnie trawę, odsłaniając krzyż. Wtedy znów musimy być tymi właściwymi na właściwym. Pochylamy się nad kamiennymi prostokątami często bezmyślnie i płytko. Oczywiście i to podkreślam po raz kolejny, nie wszyscy. Nie sądzę jednak, i nie dam się przekonać, że o naszej miłości do życia i pamięci o bliskich, którzy odeszli, ma świadczyć wielkość i cena wiązanki, znicza czy grobowca. Może dla tego Kogoś najważniejsza będzie cicha, skupiona minuta wspomnień.
Szczera minuta.
Bart
Warsztat cynika
Odsłon: 619
1. NQjAOdkFUQ Napisał(a) whzjxxecah, 11-03-2012 04:46 mJQpDi mukapuaasnww
|
2. DMVuAqBHvFdcqyC Napisał(a) bahzlvtnern, 29-02-2012 10:53 a50lCm mxhqyqznmach
|
3. gpeYumVbXuVi Napisał(a) Pedro, 28-02-2012 16:03 dobra te paitnya sa malo zabawne mam czarna teczowke malo tego mam nie typowy kolor oczu jaskrawa zielen a wokol zrenicpod swiatlo miedziany kolor zawsze kazdy mi mowil ze mam nie samowite oczy ale okulista jakos nie zauwazyl .. gdy sie skalecze w palec to pierwsze so robie wsadzam go do buzi gdy leci krew .nie nawidze siedziec w domu za malo przestrzeni jak dla mnie gdyby bylo mnie stac to napewno bym w nim nie siedziala tylko ciagle jezdzila .fakt naleze do osob dziwnych bo potrafie wyczuc czlowieka jaki ma charakter w przyblizeniu potrafie ocenic jakie beda konsekwencje jakiegos czynu ale to nie dar tylko zycie .. a co do snow wiele razy mialam sen po ktorym sie budzilam i w 100% bylam pewna ze to sie wydarzylo a tych ludzu w snie znam ale nie wiem skad .slonce nie moge na nim za dlugo siedziec bo zle sie czuje ale wiele ludzi tak ma ..moj nastroj bardzo wplywa na innych jestem osoba sympatyczna i ludzi do mnie ciagnie ale wiele osob takich jest .nie wygladam na tyle lat co mam a malo takich ludzi jest tym bardziej ze my mamy rozne opinie bo kazdy z nas jest inny moim zdaniem te paitnya sa bzdurne wiekszosc lufdzi odpowie na nie twierdzaca .czy moje oczy oznaczaja ze jestem wampirem zastanowcie sie przez 20 lat bym o tym nie wiedziala czuje sie nie swojao wsrod ludzi ale to jeszcze nic nie oznacza moze zaczne pic krew . i wtedy sie okaze bo od kad pamietam w dzien jestem bardzo oslabiona a w nocy sie pobudzam rano wstaje z gigantycznym bolem glowy pije szesc kaw dziennnie i funkcjonuje normalnie nie jestem jakos pobudzona w dzien dzieki nim a wiecie co to oznacza jestem wampirem heheh .moj organizm jest odporny na kofeine u kazdego czlowieka cos jest silniejszego i mocniejszego jeden nie moze spac drugi za to 24h jednemu nauka wchodzi bez problemu drugi musi sie uczyc jednej kartki caly dzien na blache piszcie komentujcie itd pozdrawiam
|
4. Napisał(a) Tom, 02-11-2011 20:38 ...pochowales Cyniku kogoś bardzo bliskiego?
|
5. Napisał(a) homo sapiens, 02-11-2011 14:01 Twardsza od kopca ziemnego, lastryka,kamienie czy innego szajsu może być tylko pamięć ludzka ;) Ale na to trzeba sobie najpierw zasłużyć.
|
6. Napisał(a) newbe, 02-11-2011 13:34 Każdy orze jak może! Taki grób za grubą kasę nie będzie się rozpadał jak taniocha z lastrika czy innego szajsu. A przeszkadza to tylko takim co się kieszenią sąsiada bardziej interesują niż swoją własną.
|
7. Napisał(a) homo sapiens, 01-11-2011 11:38 Czy trochę nie przesadzasz cyniku myląc konformizm z konsumpcjonizmem? Jeszcze do niedawna spece od inwestycji typu galeria czy inny hiper swoją wizytę w miejscowości zaczynali od cmentarza żeby ocenić zamożność potencjalnych klientów. Jednak w Twoim opowiadaniu poruszyła mnie historia odwiedzanego grobu wuja. Myślę, że dzisiejsze święto 1 listopada Wszystkich Świętych jest po to żeby wspomnieć tych którzy nikomu żadnej krzywdy nie uczynili. Przeżywszy życie przyzwoicie niezauważeni przez świat, który nie wyniósł ich na świeckie czy kościelne ołtarze, spoczywają w pokoju, nieważne pod jakim nagrobkiem.
|
8. Napisał(a) stacho, 01-11-2011 10:08 Masz całkowitą rację, mnie też śmieszą nagrobki upstrzone czterdziestoma pięcioma zniczami. Lepiej tą kasę przeznaczyć na odnowę zabytkowych nagrobków lub oddać biednym. Jestem przekonany, że nasi zmarli nie licytują się tym ile zniczy im rozpaliliśmy, lecz zależy im na naszej pamięci!!
|
9. Napisał(a) Hmm, 01-11-2011 04:35 Krytykujesz, a jednak robisz tak samo? Mnie rzuca się w oczy coś, co tylko widać w podtekście tego tekstu: to, że na kilka dni przed Wszystkich Świętych w mieście i na drogach jest tłum niemal taki jak przed Bożym Narodzeniem. Fatalny konsumpcjonizm, wybieranie wiązanek godzinami, korki na skrzyżowaniach, kolejki w sklepach (często za alkoholem, a jakże!) - jaki to ma sens dla chrześcijańskiego święta? Nie ma, ale Polak to konsument. Razi mnie to, o czym wspomniałeś: rewia mody na cmentarzach. Wystawne "kapliczki" i pomniki zaraz obok - a jakże - prostych, zaniedbanych i często zapomnianych płyt nagrobnych. Nie rozumiem jeśli monumentalny grobowiec z najdroższych materiałów miałby być wyznacznikiem pamięci i miłości do zmarłej osoby (jej jest już wszystko jedno), ale doskonale rozumiem, że jest to sposób na pokazanie się żywych i kolejny powód do poczucia się lepszym od innych: "bo nas stać". Innymi słowy: pełny portfel a w głowie pustka... W Polsce pod względem nagrobków jest dowolność, w niektórych państwach standaryzacja, która wg mnie znakomicie wyraża i przypomina jedną rzecz: wobec śmierci wszyscy jesteśmy równi.
| |