|
21-letni Tomasz niebawem stanie przed sądem. Ma kłopoty, bo zapytany przez policjanta, jak się czuje, odpowiedział: „Zaje...ście”. - Ta sprawa to jakiś absurd! Czy policja nie ma już nic do roboty? - dziwi się dr hab. Małgorzata Karwatowska, językoznawca z UMCS w Lublinie.
Wulgarna odzywka, przekleństwo czy niewinne słówko powszechnie używane przez młodzież, swoisty przecinek w wypowiedziach młodych ludzi? To właśnie oceni chełmski sąd, badając sprawę 21-letniego Tomasza.
A wszystko zaczęło się jeszcze latem. Wieczorem, przed blokiem na chełmskim osiedlu Słoneczne spotkała się grupka młodych ludzi. Po kilkunastu minutach, pod blok podjechał radiowóz. Policjanci jechali na interwencję w sąsiedztwie. Pod blokiem, gdzie stał Tomek z kolegami, zatrzymali się przy okazji.
- Wypytywali o całkiem inny adres. Nas to rozśmieszyło, bo jak można się zgubić na Słonecznym? Ale rozmawialiśmy spokojnie i na luzie. Mnie jeden z policjantów zapytał, jak się czuję. Spokojnie odpowiedziałem „zaje...ście” i rozmowa się skończyła - opowiada Tomasz. - Potem zaczęli nas spisywać, tłumacząc, że to na wszelki wypadek. Ale gdy podałem swoje dane, usłyszałem, że dostanę mandat. „Za co?” - zapytałem. „A za przeklinanie” odpowiedział uśmiechnięty policjant - taką relację usłyszeliśmy od Tomasza.
Tomek mandatu nie przyjął. Tłumaczy to tak: - Bez przesady, nie robiliśmy nic złego, staliśmy spokojnie, to oni nas zaczepili. A słówko „zaje...ście”? Gdy mówi to Doda albo Wiśniewski, jest w porządku. Jak w mieście były plakaty i bilboardy z „zaje...stą wyprzedażą”, to jakoś żaden policjant mandatów nie wystawiał. Czyli co - pod blokiem be, a w telewizorze cacy?
Sprawa trafiła do sądu, a ten wydał wyrok w postępowaniu nakazowym - 140 zł grzywny plus 100 zł kosztów. I od tego wyroku 21-latek się odwołał.
- Sprawa odbyła się bez mojej obecności. Nie mogłem się bronić. A mam nagranie całej rozmowy z policjantami, zdjęcia. I nie ma tam przekleństw - mówi Tomek. - Tymczasem policjanci zeznali, że jeszcze dodałem „k...”, co jest nieprawdą. Cała sprawa jest tylko o jedno słówko - „zaje...ście”. Gdy sąd wysłucha nagrania, na pewno przyzna mi rację.
Sprawa ponownie trafi na wokandę chełmskiego Sądu Grodzkiego.
- Sąd ustali stan faktyczny w oparciu o cały materiał dowodowy, w tym wyjasnienia obwinionego i zeznania świadków - mówi Ewelina Lipczuk-Zembrzycka, pełniąca obowiązki przewodniczącej Wydziału VII chełmskiego Sądu Rejonowego.
- Cała sprawa to jakiś absurd! Chłopak rozmawiał z policjantem swoim własnym językiem, doskonale zrozumiałym dla niego i innych. To gwara młodzieżowa, slang, którym posługują się także celebryci - mówi dr hab. Małgorzata Karwatowska, profesor UMCS w Zakładzie Metodyki Nauczania Literatury i Języka Polskiego UMCS oraz w PWSZ w Chełmie. - Mówił kodem zrozumiałym dla kolegów i dla policjantów, którzy to powinni rozumieć, bo na tym polega ich praca. Rzeczywiście chłopak powinien widzieć różnice w odnoszeniu się funkcjonariuszy, ale „zaje...ście” słyszymy w telewizji, to słówko weszło już do języka, także przez bilboardy. Moim zdaniem policjanci powinni być bardziej elastyczni, bo kara w tej sytuacji nic nie wnosi, tylko rodzi pytanie - gdzie jest granica pomiędzy wulgaryzmem, a mową potoczną. I czy policjanci są w stanie ją określić?
Do sprawy wrócimy
Wojciech Zakrzewski
 Odsłon: 1192
1. Napisał(a) a, 29-11-2009 14:02 ..."Wypytywali o całkiem inny adres. Nas to rozśmieszyło"... wg mnie Policja jest po to aby dbać o nasze bezpieczeństwo i porządek, a ci panowie/chłopcy (żeby nie było ze używam wulgaryzmów) pod blokiem nie pomogli funkcjonariuszom na służbie,używając przy tym wulgarnych określeń.Podejrzewam,że nie chodzi tu tylko o jedno słowo...
|
2. a nie mowilem Napisał(a) hehehe, 28-11-2009 15:02 Z dwa tygodnie temu na tej stronie ukazał się art."super gliny", który wychwala działanie policji. Chyba taka wykrywalność macie na myśli. Bo patrol który wraca z patrolu bez co najmniej 10 wniosków do sądu grodzkiego kilku mandatów jest bezużyteczny i widocznie przespał służbę. Więc wyłapują słowa między wierszem i szukają paragrafów na siłę.Gnojom pracować się nie chce i taki 24 letni koń w radiowozie uważa się za wielkiego starego wygę i ma za nic ludzi bo np. skończyli studia, a jemu zabrakło ambicji.
|
3. Napisał(a) TURYSTYCZNY, 27-11-2009 16:33 a wszystko przez takich ulungach młodych w radiowozach myślących ze co to nie oni bo kubraczek se nałożył też zaj**isty wywyższyć się chciał ale tym sposobem będzie tylko lizał g***o mojemu stryjowi z kambodźy
| |