|
Chełmski szpital, zamiast uderzyć się w pierś i przeprosić, atakuje matkę dziecka, które podczas porodu wypadło na podłogę i uszkodziło sobie czaszkę. Kobiecie zarzuca się, że nie dbała o ciążę, a nawet insynuuje, że chciała się jej pozbyć. - To ewidentna próba odwrócenia kota ogonem i aż dziw, że niektóre media przedstawiają tę sprawę w takim kontekście - komentują internauci z całej Polski.
Bo ujawnionym przez nas przed dwoma tygodniami incydentem w chełmskim szpitalu żyje teraz niemal cała Polska. Najpierw nasz temat podchwyciły lokalne i regionalne media (na marginesie tylko Dziennik Wschodni podał, że sprawę wykryliśmy jako pierwsi), a później największe stacje telewizyjne.
Przypomnijmy. 26-letnia Aneta (nazwisko do wiadomości redakcji) została przewieziona karetką na izbę przyjęć chełmskiego szpitala. Chociaż już w domu sygnalizowała ratownikom, że rozpoczął się poród, nie trafiła od razu na trakt porodowy, ale musiała przejść całą sformalizowaną procedurę wypełniania dokumentacji na izbie przyjęć. Nawet jej nie zbadano. Później musiała sama dostać się na porodówkę piętro wyżej, na której również zamiast szybkiej pomocy zajęto się wypełnianiem dokumentacji. Ciężarna, nim trafiła na fotel porodowy, urodziła na stojąco. Noworodek dosłownie wyślizgnął się z dróg rodnych i uderzył główką o podłogę. Okazało się, że Kubuś ma pękniętą czaszkę. Dzień później został przewieziony do Dziecięcego Szpitala Klinicznego do Lublina.
Matka pacjentki zgłosiła sprawę do prokuratury. W doniesieniu prosi, by ustalono winnych zaniedbań i by ponieśli oni konsekwencje. Dyrekcja szpitala obiecała dogłębnie przyjrzeć się sprawie i powołała do tego specjalną komisję. Ale gdy sprawa nabrała potężnego rozgłosu, szpital szybko zmienił front, przyjmując dziwną i niestosowną linię obrony. Ordynator oddziału ginekologicznego Krzysztof Wojewoda winą za całe zajście zaczął obarczać matkę dzidziusia.
Pojawiły się ataki, że ciężarna nie odbyła obowiązkowych badań w czasie ciąży, nie chciała jechać do szpitala karetką pogotowia, był z nią kłopot podczas transportu, w szpitalu nie chciała poddać się badaniom. A na antenie TVN24 ordynator Krzysztof Wojewoda posunął się jeszcze dalej, twierdząc, że poród był patologiczny i zasugerował wręcz, że kobieta nie chciała swojego dziecka, dlatego zamierza zgłosić sprawę do prokuratury. Pismo ordynatora w tej sprawie trafiło już do dyrektora szpitala.
- Na razie nie otrzymaliśmy takiego zawiadomienie - mówi Krzysztof Grzesiuk, szef Prokuratury Rejonowej w Chełmie. - Jeśli takie wpłynie, będziemy prowadzić odrębne postępowanie, bo z tego, co rozumiem ma dotyczyć zupełnie innych kwestii.
O ile prokurator dostrzega, że sam przebieg ciąży, jaki faktycznie by on nie był, chyba nie ma nic wspólnego z dopuszczeniem do tego, by rodzące się w szpitalu dziecko wypadło na podłogę, to niektóre media tego nie widzą, próbując obciążyć matkę współodpowiedzialnością za to, co się stało.
Nie wszystkie dostrzegają, że kontratak szpitala zaczął się dopiero trzy tygodnie po porodzie, kiedy okazało się, że babcia dziecka domaga się wyciągnięcia konsekwencji wobec medyków. Bo gdy pisaliśmy o sprawie tuż po wypadku, ordynator Wojewoda zupełnie inaczej ją relacjonował. Na naszych łamach zapewniał, że z małym Kubusiem wszystko jest w porządku, a malec nabił sobie jedynie siniaka. Sam poród, według ordynatora, mimo niecodziennej sytuacji, nie był niczym nadzwyczajnym. Lekarz przekonywał, że to tzw. poród uliczny. Trwający kilka minut, który nie jest rzadkością. Pacjentki rodzą często przed przybyciem na oddział, w domach czy karetkach pogotowia - mówił nam kilka tygodni temu.
Matka Kubusia jest zmęczona zamieszaniem. - Najważniejsze, by synek był zdrowy. Na szczęście doktorzy z kliniki, wypisując Kubusia do domu, dają taką nadzieję - mówi pani Aneta. - Ale nie mogę zrozumieć, jak ktoś tak lekko mógł mi zarzucić, że nie chcę swojego dziecka. Czy gdybym nie chciała jechać karetką do szpitala, to wzywałabym ją aż trzy razy? Dziwne, że doktor Wojewoda, który nie był przy porodzie, ma teraz o sprawie najwięcej do powiedzenia - nie kryje oburzenia pani Aneta.
Byłą pacjentkę dziwią też inne rzeczy i choć początkowo wcale nie zamierzała nagłaśniać sprawy, teraz chce, by jednak przyjrzał się jej prokurator. - Po przyjeździe do szpitala nie zostałam zbadana ani na izbie, ani przed porodem na oddziale, więc jakim cudem po całym zajściu w mojej karcie znalazł się zapis badania ciśnienia? - zastanawia się.
Matkę Kubusia biorą w obronę internauci. Pod artykułami na temat skandalu jest mnóstwo komentarzy krytykujących szpital i jego pracowników. Mało kto daje wiarę tłumaczeniom ordynatora. Piszą wprost, że to odwracanie kota ogonem i obrona poprzez atak, mająca zdyskredytować młodą matkę.
Bogumił Fura
 Odsłon: 1134
1. Napisał(a) Ania, 12-12-2009 21:52 a co powiesz bela jak ci dziecko w lubelskim szpitalu na podłogę wypadnie? "przepraszam moja wina?"
|
2. odpowiedź Napisał(a) bela, 11-12-2009 21:11 SRATATATA!!!Panie jak widzę piszą jednym językiem... i obie niedokładnie przeczytały artyluł. Uważam,że kobieta powinna rodzić godnie,a będąc w szpitalu to szpital bierze odpowiedzialność za jej zdrowie,czyż nie?Nie wierzę,że rodząca była w takim szale,że nie dała się dotknąć.Poza tym i sanitariusze i pielęgniarka na Izbie-ludzie (wydawać by się mogło)z doświadczeniem potrafili ocenić sytuację i etap porodu.Słyszałam wiele opinii o rodzeniu w chełmskim szpitalu i nie są to pochlebne głosy...niestety.Nie twierdzę też,że w Lublinie jest super,ale będę się czuła bardziej komfortowo tam,gdzie nie było takiego wypadku jak w Chełmie.I nie chcę nikogo osądzać-ale sama sytuacja świadczy o ... niech sobie Panie dokończą.A swoją drogą... ciekawe, czy miałyby Panie takie samo zdanie,gdyby to Paniom upadło dziecko przy porodzie na podłogę? P.s.Co znaczy,że \"(...)szpital nie chciał robić afery i wstydu matce?\" Ech... !!! Odczucia są jednoznaczne u większości społeczeństwa ...
|
3. Napisał(a) Justyna, 11-12-2009 19:29 Ludzie zastanówcie się co piszecie!!! Byliście tam? wiecie jak było? Nie? to nie osadzajcie od tego jest sąd i prokuratura! Chcecie iść do Lublina? idźcie tylko nie wracajcie później do Chełma. Ile ja już takich sytuacji widziałam, że mamusie szły rodzić do lbl a wracały do Chełma? Zastanówcie się. A może szpital nie chciał robić afery i wstydu tej matce? Co to już im się bronić nie wolno? Dlaczego nikt się nie wypowiada na ten temat? Może właśnie dlatego, ze wszystkich oskarżacie bez powodu? Pamiętajcie, że wedle polskiego prawa nikt nie jest winny do póki mu się tej winy nie udowodni!
|
4. Napisał(a) Ania, 11-12-2009 13:45 tak matce wierzycie a szpitalowi nie. na jakiej podstawie? bo to matka a doktory i pielęgniarki to zawsze na złość robią tak? tym się kierujecie? a morze i było tak jak szpital to opisuje ze matka nie dała się w czasie ciąży a jak ja przywieźli rodząca to nie chciała wykonywać poleceń bo myślała ze wie lepiej skoro to ona rodzi!! nie przyznaje żadnej ze stron racji bo mnie nie było wtedy tam.
|
5. !!!!! Napisał(a) bela, 11-12-2009 13:06 Jeszcze nie spotkałam się z sytuacja,w której lekarz czy, szpital przyznałby się do błędu...Ale po tym zdarzeniu zdecydowałam się rodzić w Lublinie.Kogoś na Izbie Przyjęć zgubiła rutyna,bo przecież nie człowiek jest najważniejszy...:( Zastanawiam się jednocześnie,kiedy w tym kraju zacznie funkcjonować hasło :"RODZIĆ PO LUDZKU", bo póki co,rodzące traktuje się jak krowy!!!
|
6. Napisał(a) Jacek, 11-12-2009 05:58 Niedojze ,ze nie potrafia sie przyzanc do bledu lekcewazenia, to sie jeszcze bronia w tak chamski sposob.jak kiedys bede mial podobna sytuacje w zyciu i mnie spotka taka znieczulica i olewanie to obiecuje ukrece lby.
| |