|
24.02.2011. |
|
Ubiegłoroczna powódź to efekt wieloletnich zaniedbań. Tak uważa wójt Wilkowa - gminy najbardziej zalanej przez Wisłę. Grzegorz Teresiński zorganizował w środę konferencję, na którą zaprosił hydrologów, ekologów, przedstawicieli Urzędu Wojewódzkiego, samorządowców. Uczestnicy wystosowali list otwarty do premiera. Zaapelowali o stworzenie ogólnopolskiego programu przeciwdziałania powodziom.
W województwie lubelskim trzeba wyremontować prawie 140 km wałów. Na ten cel w tym roku przeznaczono 50 mln zł. Ale umocnione i podwyższone wały nie powstrzymają fali powodziowej. Po intensywnych opadach deszczu woda w korycie rzeki się nie mieści, bo w ostatnich latach dno Wisły podniosło się o prawie dwa metry.
Do zaniedbań przyczyniło się m.in. pomniejszenie roli regionalnych zarządów gospodarki wodnej. Należące do nich gospodarstwo w Puławach zlikwidowano. Wisły od lat nie pogłębiano.
Prace w korycie rzeki blokują ekolodzy. Dość często krytykowani, winę za skutki powodzi zrzucają na samorządy, które wydają zgody na odrolnianie gruntów. Gdyby urzędnicy na tych terenach nie pozwalali budować domów, zniszczeń nie byłoby. Mimo zagrożenia powodzią nikt nie chce zmienić miejsca zamieszkania. Trzeba więc szukać innych rozwiązań.
Ewentualne skutki powodzi można zmniejszyć poprzez budowę polderów zalewowych. Pierwszy w województwie powstanie za rok w Gołębiu. Ale potrzeba ich więcej i to na całej długości Wisły. Dlatego uczestnicy konferencji zaapelowali o ogólnopolski program przeciwdziałania powodziom.

Odsłon: 746
|